Otwarcie z wielką pompą drogi „bydlinki” miało być „kropką nad i” inwestycji powiatowych. Biało-czerwona wstęga, nożyczki na błyszczącej tacy, nienagannie ubrani oficjele lokalnej sceny politycznej i marszałek Marek Nawara jako „ojciec chrzestny” całej inwestycji. Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, bo przecież 29 km nowiutkiej drogi to nie lada gratka dla mieszkańców spragnionych remontów, szczególnie na kilkanaście dni przed wyborami. A tu nagle, w tę iście Barejowską scenerię, wkraczają mieszkańcy Lgoty Wolbromskiej z wielkim transparentem „Chcemy drogi, a nie bubla!”. Mikrofon przeznaczony dla starosty i marszałka przejmuje - wyjęty niczym królik z kapelusza - Jacek Soska, znany z ostrego języka były poseł i wiceminister rolnictwa, którego bezradni mieszkańcy poprosili o wsparcie. Oficjalne otwarcie drogi nie udało się, bo Jacek Soska zabrał nożyczki i taśmę, urzędnicy się rozjechali z minami nietęgimi, a marszałek najprawdopodobniej się obraził.

Droga powiatowa, nazywana popularnie „bydlinką”, była jedną z większych inwestycji powiatowych mijającej kadencji. Zaczyna się w Bolesławiu, przebiega przez Klucze, Jaroszowiec, Bydlin, Domaniewice, Lgotę Wolbromską, aż do Wolbromia. Wyceniona początkowo na przeszło 20 milionów zł inwestycja, została zrobiona za 7 milionów zł mniej. 70 procent ostatecznej sumy dołożyła nam Unia, ponoć dzięki rekomendacjom samego marszałka województwa. Od początku mieszkańcy Lgoty Wolbromskiej zgłaszali buble, jakie pojawiały się na nowym asfalcie. Przyjechała ekipa remontowa, załatała pęknięcia, a zaraz pojawiały się nowe. I tak jest do dziś. Mieszkańcy mieli dość fuszerki i nieustannych poprawek, w sprawie których interweniowali gdzie tylko mogli. Jak udało nam się dowiedzieć, w wolbromskim magistracie jeszcze nigdy nie było tylu skarg w jednej sprawie. Nie przeszkodziło to jednak zorganizowaniu oficjalnego otwarcia, pomimo że droga nie jest jeszcze dokończona i nie było odbioru technicznego. W kuluarach dowiedzieliśmy się, że władze Wolbromia zbojkotowały zaproszenie na otwarcie, bo przebiegiem prac są oburzone. Wiele nie straciły, bo do ceremonii w zasadzie nie doszło.
– Jak można odbierać coś, co nie nadaje się do użytku. Po każdym tygodniu są nowe pęknięcia i oni tak łatają. Łata za łatą, kolejne pęknięcia się robią. Remonty remontów i będziemy żyli ciągle na remoncie. To jest bez sensu. My nie wymyślamy i nie chcemy nikomu drogi blokować. My chcemy mieć tylko dobrą drogę. Myśmy prosili władze z powiatu olkuskiego, żeby zareagowali, jak ta droga jest robiona. Niestety, reakcji żadnej nie było, więc poprosiliśmy pana Jacka Soskę, żeby się za nami wstawił, bo myśleliśmy, że jego głos będzie bardziej słuchany – mówi Barbara Haberka, mieszkanka Lgoty Wolbromskiej.
I owszem był. Zaplanowane otwarcie zakończyło się wielkim bojkotem. Padło wiele niecenzuralnych słów, władze stały jak wryte, wyraźnie zaskoczone całą sytuacją.
– Protest mieszkańców jest taki, że nie można pozwolić na otwieranie czegoś, co jest takim ewenementem, jak kiedyś droga z Wolbromia do Krakowa. Droga jeszcze niezrobiona, a była kilka razy poprawiana, bo jacyś partacze to robili. Czy wy już musicie tę drogę otwierać? Czy pan marszałek zadecyduje, żeby te buble poprawić, żeby nie było narzekania i klnięcia, żeby nie było, że giną ludzie przez partactwo – pomstował Jacek Soska.
Zarzuty odpiera wykonawca, prezes Drog-Budu z Częstochowy, Zdzisław Nowak.
– Od samego początku zgłaszaliśmy, że projekt nie jest wykonany tak, jak powinien być wykonany i że ta droga nie wytrzyma. My mieliśmy zrobić wszystko według projektu, który był zatwierdzony – argumentuje Nowak.
Nie ma też racjonalnych przesłanek faktu, że władze miały zamiar otworzyć coś, co nie zostało jeszcze skończone. – Nie jest to odbiór techniczny. Odbiór techniczny zacznie się w przyszłym tygodniu i będzie ta droga odebrana lub nie. Gwarancja na tę drogę jest 5 lat – odpiera zarzuty Marek Karcz z Zarządu Dróg w Olkuszu. Taki argument nie przekonuje jednak mieszkańców.
– To są nasze pieniądze, z naszych podatków i ciągle władza o tym zapomina, tak się zachowuje, jakby dawała swoje pieniądze i robiła to, co chce. Nie, to są nasze pieniądze. My płacimy podatki i żądamy, żeby były wykorzystane tak, jak trzeba. Jak macie robić takie inwestycje, to nie róbcie ich wcale. Będzie mniej kłopotu – mówi z oburzeniem Barbara Haberka, bojkotująca remont. Wtórują jej pozostali mieszkańcy, których inwestycyjna fuszerka kosztowała wiele nerwów.
Ewa Klich, Lidia Gądek i Leszek Konarski próbowali bronić swoich racji. Prosili, żeby nie przekreślać całej inwestycji, bo tylko mały jej fragment jest do poprawki, a cała reszta jest zrobiona idealnie. Ale po nastrojach mieszkańców widać było, że ich argumenty były raczej nieskuteczne. Projekt od początku był "do kitu", dlatego znalazł się na liście rezerwowej projektów, które starały się o unijną dotację. Ponoć tylko wstawiennictwo marszałka zapewniło nam pieniądze. Mieszkańcy zaproponowali, żeby marszałek otworzył drogę od strony Wolbromia, a nie Hutek. Zaznaczyli kredą miejsca, gdzie pojawiły się pęknięcia. Ostatecznie doszło do awantury, a marszałek wyraźnie zdegustowany odjechał do Krakowa. - Ja jadę gdzie indziej. Ja dziękuję za takie przyjęcie. Do widzenia – powiedział na pożegnanie Marek Nawara. Cała impreza odbyła się w myśl starego, ale wciąż aktualnego porzekadła: Co nagle, to po diable. I raczej nie do mieszkańców powinien marszałek kierować swoje pretensje.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|












Komentarze
NIE ZDĄŻYLI ZROBIĆ ODBIORU BO JUŻ WPADLI DO TEGO BUBLA
hehe
statichg.demotywatory.pl/uploads/201011/1289319281_by_bondziorno_500.jpg
Zyta z Madryta czyli Henia z Lichenia
A nieprawda. Interesuje. Moi znajomi też dzwonili pytać o co chodzi. Jak ktoś ma kogoś w Olkuszu, to zapewne widząc taka informację zapyta się o co kaman. I do tego kolego nie wyzywaj nikogo od durniów.
Przesadzasz. Tyle Polskę interesuje Olkusz ile Olkusz cala Polska. Takimi brukowymi wiadomościami telewizja jest nafaszerowana od stóp do glów. Chyba tylko największych znudzonych DURNI, z calym szacunkiem, może interesować ten episod. I może jeszcze forum PO tuż przed wyborami, ale nikogo poza tym.
To pisalam ja, Zyta z Madryta czyli (C.K. EM)
Hihihi, nawet dowcipy o naszym otwarciu powstają :) Tfu, na psa urok, nie naszym. Ja się do niego nie przyznaję. A tak szczerze, to nieźle się rozreklamowaliś my. Wyobraźcie sobie, że nie dalej jak wczoraj odebrałam telefon w Orlandzie. I tu zapomniani dawno znajomi, z drugiego końca Polski. Pierwsze pytanie, a spodziewałabym się pytania typowego "co słychać", padło takie: "czy znalazłam nożyczki, które zaginęły w akcji?". Widać, że cała Polska tym żyje. Jeden pozytyw z tej akcji mamy, że odświeżyłam kontakty ze znajomymi, których nie widziałam całe lata. Jak przyjadą do Orlanda, zabiorę ich od razu na miejsce otwarcia Bydlinki, bo to już w sumie tak słynne jak Ogrodzieniec, gdzie kręcili Zemstę. Pozdrawiam z Orlanda :)
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.